• Nasze rekomendacje
  •  
    UWAGA!
    JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
    [email protected]
    PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
     
  • Słup ogłoszeniowy

O powstaniu Czajkowa

ODPOWIEDZ
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1825
Rejestracja: 24 kwie 2012, 09:01
Płeć:

O powstaniu Czajkowa

#1 Post autor: Alicja Jonasz » 17 sty 2026, 14:19

fr. 1
Pytani o dawne przekazy, mieszkańcy Czajkowa niemal jednym głosem wspominają o Białej Damie – mrocznej zjawie, która według lokalnej legendy wciąż błąka się po okolicznych lasach i bezdrożach. Zanim jednak poznamy jej tajemnicę, przenieśmy się w czasie do epoki, gdy dolinę Kacanki porastała jeszcze pierwotna puszcza, a ludzie, w poszukiwaniu miejsca na osiedlenie, stawiali tu swoje pierwsze kroki.
Plemię, które przybyło w te strony i założyło osadę, wędrowało przez długie miesiące, niosąc ze sobą bolesne wspomnienie utraconej ojczyzny. Na ich dawnej ziemi, nieustannie pustoszonej przez wojny plemienne, choroby i głód, nie sposób było dłużej przetrwać. Dlatego ruszyli na wschód, w poszukiwaniu miejsca, gdzie mogliby osiąść na stałe i rozpocząć nowe życie.
Gdy dotarli do doliny Kacanki, ujrzeli krainę zasobną we wszelkie dobra niezbędne do życia. W dole szemrała rzeka, w której przemykały srebrzyste ławice ryb. Puszcza, choć dzika i nieokiełznana, obfitowała w zwierzynę, korzenie, owoce i zioła, a żyzna, próchnicza gleba zapowiadała obfite plony. Okolica wydała im się miejscem doskonałym do założenia osady.
Na czele gromady stał dzielny Czajka. Taki przydomek nosił każdy wódz, gdyż czajka była świętym symbolem plemienia. Od dawien dawna wierzono, że duchy dawnych wojowników przybierają jej postać, by czuwać nad rodem. Gdy przybysze dotarli do nowych terenów, w pierwszej kolejności wbili w ziemię włócznię ozdobioną wizerunkiem świętego ptaka – na znak, że od tej chwili złe moce nie mają tu przystępu.
Czajka był człowiekiem odważnym i mądrym, dlatego pod jego przywództwem osada z dnia na dzień rozkwitła. Najpierw wzniesiono szałasy, które z czasem zastąpiono solidnymi chatami. Głównym budulcem było drewno pozyskiwane z okolicznych lasów. Ziemia, z trudem wydarta puszczy, wkrótce zaczęła przynosić obfite plony. Wieczorami, gdy cichły odgłosy codziennej krzątaniny, dolina rozbrzmiewała śpiewem i rytmicznym dźwiękiem bębnów – to czajkowianie składali duchom przodków dziękczynienie za otrzymane dary.
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
eka
Posty: 18869
Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59

O powstaniu Czajkowa

#2 Post autor: eka » 18 sty 2026, 12:18

Czajka przed Biała damą, a przed wodzem czajki - ptaki jako symbol... fajne, intrygujące.
Poczekajmy na ciąg dalszy.

:kofe:

Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1825
Rejestracja: 24 kwie 2012, 09:01
Płeć:

O powstaniu Czajkowa

#3 Post autor: Alicja Jonasz » 18 sty 2026, 15:20

fr.2
Sprawiedliwy, dzielny i niebywale mądry Czajka cieszył się wielkim poważaniem wśród plemiennej starszyzny. Jego słowa stanowiły prawo. Jednak nie wszyscy darzyli wodza przyjaźnią. Wśród współplemieńców znajdował się czarownik, który od dawna żywił wobec niego nienawiść. Zazdrościł mu nie tylko władzy, lecz także szacunku i oddania, jakim obdarzali go mieszkańcy osady. Od dłuższego czasu knuł, jak pozbawić Czajkę wpływów i samemu przejąć władzę nad rodem.
Pewnej nocy, gdy księżyc wisiał nisko nad puszczą, potajemnie opuścił osadę i udał się do wodza wrogiego plemienia, aby zaproponować mu zdradziecki układ.
– Przybywam z wieścią, która pomoże ci zagarnąć ziemie należące do sąsiadów — rzekł.
W oczach okrutnego wojownika błysnęła iskra chciwości, bowiem już od dłuższego czasu z zazdrością spoglądał na rozkwitającą w dolinie osadę. Przez chwilę milczał, uważnie przyglądając się przybyszowi, po czym zapytał:
– Czego żądasz w zamian za zdradę?
– Jedynie tego, byś pomógł mi obalić Czajkę – wysyczał czarownik. – Wiedz, że jego siła nie pochodzi z odwagi ani mądrości. Chroni go amulet z kamienia, na którym wyryto wizerunek świętej czajki. Dopóki go nosi, żadna włócznia, żadna strzała ani trucizna nie zdoła go zabić. Wystarczy odebrać mu ten talizman, a jego los będzie przesądzony. Niestety, nie rozstaje się z nim nawet podczas snu. Trzeba więc użyć podstępu… – dodał, zacierając chytrze ręce.
I wtedy jego spojrzenie padło na stojącą nieopodal córkę wodza – dziewczynę o urodzie tak niezwykłej, że nawet blask ognia zdawał się przy niej blednąć. W umyśle zdrajcy natychmiast zrodził się podstępny plan.
– Twoja córka – zaskrzeczał – nie ustępuje w urodzie bogini Ładzie. Czajka nie ma jeszcze żony. Jeśli sprowadzę do jego osady dziewę, tłumacząc, że znalazłem ją zbłąkaną w puszczy, z pewnością nie oprze się jej urokowi.
Wódz uniósł brwi, zaskoczony pomysłem czarownika, lecz pokusa pokonania sąsiadów i zagarnięcia ich ziem wzięła górę nad ojcowskim przywiązaniem. Milczał więc, słuchając dalej.
– Kiedy żena zdobędzie zaufanie męża – ciągnął nikczemnik z chichotem – łatwo pozbawi go talizmanu. A gdy ten zniknie z jego piersi, Czajka stanie się bezbronny. Wówczas twoi wojownicy bez trudu wytną w pień mieszkańców osady. Dolina będzie twoja…
Wódz przez chwilę się wahał, lecz ostatecznie uległ chciwości. Skinął głową na znak zgody, nie bacząc na płacz Miłochny, która na wieść o rozstaniu z matulą wpadła w rozpacz. Podstępny czarownik powiódł ją do osady w dolinie, tłumacząc współplemieńcom, że odnalazł dziewczynę w puszczy, gdy zbierał zioła i korzonki.
Czajka na widok Miłochny zamarł z zachwytu. Miała na sobie prostą, lnianą suknię, delikatnie podkreślającą jej smukłą sylwetkę. Głowę dziewczyny zdobił misternie upleciony wianek z wonnych ziół i polnych kwiatów, spod którego włosy spływały na jedno z ramion miękkim warkoczem złota. Jej twarz, choć mokra od łez, promieniała naturalnym blaskiem, a w wielkich, błękitnych oczach czaił się strach, lecz także niezwykła duma.
Znany z odwagi i surowości wojownik po raz pierwszy poczuł się bezsilny wobec uczucia, które nim owładnęło. A Miłochna, choć początkowo pełna lęku, szybko uległa łagodności i ciepłu, kryjącym się dotąd pod twardą powłoką wojownika.
Czarownik, widząc, jak zdradziecki plan nabiera kształtu, ukrywał zadowolenie pod maską pokory.
— Wkrótce dziewa, nieświadoma swej roli, zdobędzie pełne zaufanie Czajki — cieszył się w skrytości serca — a wtedy znajdę sposób, by nakłonić ją do odebrania wodzowi amuletu.
Niedługo potem odbyły się zaślubiny Czajki z Miłochną. W przeddzień wesela, podczas rozplecin - obrzędu rozplatania warkocza panny młodej, symbolizującego pożegnanie z panieństwem i przejście pod opiekę męża - podstępny czarownik zbliżył się do wybranki wodza i rzekł:
— Ciesz się, dziewo, że jutro los uczyni cię pierwszą żoną wodza. Pamiętaj jednak, że Czajka to mąż potężny i dumny, nade wszystko wierny duchom przodków, a ci mieli wiele żon… Wkrótce i on zapragnie kolejnych, by wzmocnić swe więzi z innymi rodami.
Miłochna pobladła na te słowa, a jej dłonie zadrżały.
— Są jednak sposoby, byś pozostała jedyną w jego sercu — ciągnął nikczemnik, zniżając głos do szeptu. — Jeśli w noc po zaślubinach zdejmiesz z szyi wodza amulet i przyniesiesz mi go w tajemnicy, ja odprawię nad nim rytuał, który sprawi, że Czajka nie zapragnie żadnej innej kobiety. Pozostaniesz na zawsze tą jedyną…
Miłochna, nieświadoma złych intencji czarownika, słuchała go z bijącym sercem. Myśl o utracie miłości Czajki napawała ją lękiem, a wizja bycia jedną z wielu żon budziła w niej zazdrość, której nie potrafiła opanować. Dlatego też bez wahania przystała na propozycję niegodziwca.
Nazajutrz odbyła się Swaćba. Na ceremonię przybyli wszyscy mieszkańcy osady, by podziwiać młodą parę i radować się ich szczęściem. Miłochna, ubrana w luźną, białą suknię przepasaną czerwonym, haftowanym pasem, w cudnym wianku uplecionym z gałązek mirtu i polnych kwiatów, wyglądała niczym bogini Łada, która dopiero co wyszła z leśnej gęstwiny, by pobłogosławić swoich wyznawców. Obok niej, na rozłożonej zwierzęcej skórze, stał wódz plemienia w bogato zdobionej wyszywance. W powietrzu unosił się zapach dymu z ofiarnego ognia, zmieszany z wonią ziół i świeżych kwiatów.
Wszyscy z zapartym tchem oczekiwali chwili, gdy żerca splecie dłonie młodych białą tkaniną, oni zaś wypowiedzą przed bogami i duchami przodków słowa przysięgi. Gdy to nastąpiło, przy wtórze radosnych pieśni i dźwięków fujarek nowożeńcy zostali odprowadzeni do łoża, by dopełnić świętego obrzędu Swaćby. Weselnicy zaś rozpoczęli biesiadę, nie przeczuwając, że w leśnej gęstwinie otaczającej osadę czają się wrogowie, gotowi ruszyć do ataku na umówiony znak.
Miłochna dotrzymała obietnicy. Gdy tylko jej mąż zasnął, ostrożnie zdjęła z jego szyi magiczny amulet i pobiegła z nim do czarownika. Ach, gdyby tylko wiedziała, jaki podstęp uknuł niegodziwiec, z pewnością zawróciłaby z drogi… lecz było już za późno.
Czajkę obudziły przeraźliwe krzyki. Wybiegł z chaty i to, co ujrzał, zmroziło mu krew w żyłach. Zaskoczeni mieszkańcy, jeszcze przed chwilą świętujący przy ogniu swaćbę swego wodza, teraz w popłochu uciekali przed napastnikami, nie mając żadnych szans na obronę. Wrogowie atakowali z każdej strony, siejąc śmierć i zniszczenie. Dzikie okrzyki wojowników mieszały się z jękami rannych, płaczem kobiet i dzieci oraz trzaskiem płonących chat. Wódz instynktownie dotknął piersi i pobladł. Magiczny amulet zniknął. W tej chwili zrozumiał, że został zdradzony.
— Miłochna… — wyszeptał z niedowierzaniem, nim zdradziecka strzała przeszyła mu serce.
Miłochna patrzyła na śmierć ukochanego, nie zdając sobie sprawy, że odbierając mu medalion, pozbawiła go ochrony duchów przodków. Gdy zrozumiała, co uczyniła, ogarnęła ją rozpacz tak wielka, że nie potrafiła jej udźwignąć. Wieść głosi, iż udała się nad pobliską rzekę i tam zniknęła bez śladu. Ponoć jej duch, odziany w białe szaty, po dziś dzień snuje się po okolicy, wypatrując męża. Mieszkańcy pobliskich wiosek widują ją czasem i nazywają Białą Damą.
Według legendy duch wodza po skrytobójczej śmierci przedzierzgnął się w czajkę, która od niepamiętnych czasów gniazduje na nadrzecznych łąkach, nawołując duchy wojowników poległych tamtej nocy.
A co stało się ze zdrajcą? Gdy zdziesiątkowani członkowie plemienia Czajki trafili do niewoli, zwycięski wódz wyprawił wielką ucztę na zgliszczach osady. Biesiadnicy co rusz wznosili toasty winem, które specjalnie na tę okazję przygotował podstępny czarownik. Nikczemnik nie zamierzał dzielić się władzą ze sprzymierzeńcami, toteż zatruł trunek jadem. Nim nastał świt, wszyscy, którzy świętowali zwycięstwo, leżeli martwi, a on mógł bez przeszkód objąć rządy w dolinie.
Nie władał jednak długo. Ziemia, przesiąknięta krwią niewinnych, przestała rodzić. Plony zaczęły marnieć, zwierzyna opuściła lasy, a rzeka, niegdyś czysta i życiodajna, stała się mętna i nieprzewidywalna.
Czarownik, dręczony wyrzutami sumienia i strachem, stracił zmysły. Pewnej nocy, przy pełni księżyca, przepadł bez wieści. Mówią, że jego duch obleczony w czarne szaty błądzi po bezdrożach, strasząc podobnych sobie.
A co z magicznym amuletem? Mieszkańcy Czajkowa różnie gadają…
Jedni powiadają, że rozpękł się na tysiące kawałków podczas pożogi osady, inni zaś utrzymują, że spoczywa głęboko w ziemi, by przebudzić swą moc, gdy dolina znajdzie się w niebezpieczeństwie.
Ile w tym prawdy, a ile zmyślenia? Tego nie wiem…
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

ODPOWIEDZ

Wróć do „ALICJA JONASZ”