• Nasze rekomendacje
  •  

    .



    Motto dnia:
    Szczęście to nie jest stacja, do której zmierzasz, lecz sposób podróżowania. Lew Tołstoj


    UWAGA!
    JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
    [email protected]
    PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"



    Sugeruję używanie przycisku Aktywne tematy Pozwala widzieć wszystkie nowości
     

Baśń o płaczącej wierzbie

Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1502
Rejestracja: 24 kwie 2012, 09:01
Płeć:

Baśń o płaczącej wierzbie

#11 Post autor: Alicja Jonasz » 21 lis 2021, 14:50

fr.3
Wszystko to rozwiało się niby mgła, ustępując miejsca tęsknocie za czymś, czego Hanusia żadną miarą nazwać nie umiała, a co zawładnęło całą jej duszą i niebawem stało się bliższym niż cokolwiek dotąd. Czuła, że coś budzi się w niej jak ze snu, napełniając serce jakowąś niepojętą szczęśliwością. Ani w chałupie usiedzieć już nie mogła, ani skupić się na gospodarskiej robocie. Co rusz spozierała na widniejący w oddali las, a on przyzywał ją niczym najczulszy kochanek.
Błotna wiedźma przekazała jej całą wiedzę, jaką posiadła, żyjąc w odosobnieniu. Nauczyła dziewczynę wszystkiego, czego sama się wyuczyła, aby ta zastąpiła ją kiedyś. Musisz wiedzieć, drogi Czytelniku, że scheda ofiarowana Hanusi nie miała nic wspólnego z bogactwem, w pogoni za którym ludzie bezustannie trwonią czas, ani też ze sławą - przewodniczką głupców, czy darem wiecznej młodości. Nie była jak owe błędne ognie czyhające na wędrowców pośród nocy, w każdej chwili gotowe zwieść ich na manowce. Była światłem, prawdziwym, krzepiącym, niosącym ciepło i dobro.
Wczesnym popołudniem szły na łąkę i brodząc po pas w zieleni, zbierały zioła, które potem w chałupie przy odgłosie strzelających w ogniu polan dzieliły na małe wiązki i wieszały u powały.
- Dziurawiec, lawenda, melisa, mięta, mniszek lekarski - mamrotała swym chrapliwym głosem wiedźma, układając w wiązkę pojedyncze źdźbła. Hanusia bezgłośnie powtarzała za staruchą nazwy ziół, naśladując każdy jej ruch, każdy gest, najmniejszy grymas malujący się na zrytej głębokimi zmarszczkami twarzy. Stara, wsłuchana w myśli dziewczyny, radowała się, iż ma w niej tak pojętną uczennicę. Nie miała wątpliwości - Hanusia nosiła w sercu wielki dar pozwalający jej rozumieć tajemną mowę drzew. Wkrótce i one wyczuły tę jej niezwykłą zdolność i poczęły traktować, jakby była im siostrą. Legenda głosi, że gdy Hanusia szła przez knieje, drzewa ze śpiewem rozstępowały się przed nią, a mchy ścieliły pod stopy niczym drogocenny kobierzec przed królową. Ona zaś witała się z każdym, przemawiając doń najczulszymi słowy. Ach, jakżeż one były szczęśliwe, kiedy wtulona w ogromny pień pokryty szorstką korą wysłuchiwała ich zwierzeń! Powtarzały między sobą jej imię niczym tajemne zaklęcie.
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
eka
Posty: 14502
Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59

Baśń o płaczącej wierzbie

#12 Post autor: eka » 22 lis 2021, 23:07

Drzewa, które kochały człowieka. Hanusię. Pewnie ją przyjmą jak siostrę.
Cudny kawałek historii, wiadomo, coś zawsze jest za coś.
Pięknie napisałaś.

:rosa:

Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1502
Rejestracja: 24 kwie 2012, 09:01
Płeć:

Baśń o płaczącej wierzbie

#13 Post autor: Alicja Jonasz » 27 lis 2021, 16:41

fr. 4
Razu pewnego łowczy z kaliskiego grodu, wielki pan, bogaty i urodziwy, lecz mający okrutne serce, nielitościwe dla nikogo, zawzięte i pyszne, goniąc za jeleniem, niebacznie oddalił się od swych towarzyszy. Dwa dni błądził po głuszy, żywiąc się jeno leśną jagodą i grzybami, pijąc wodę z błotnej kałuży. Nadaremno wypatrywał ratunku! Oj, nadaremno! Leśne diabliki zwiodły go na moczary, wilki, dopadłszy, pozbawiły siwej klaczy, zaś krzewy ostrymi kolcy szarpały ciało aż do krwi. Tak się bowiem puszcza wypłaca tym, którzy za nic mają jej bezcenne skarby. I byłby pewnie skonał na bagnisku, gdyby nie litościwa dusza, która z troską pochyliła się nad nim i ocaliła od zguby. Niczym leśna bogini władająca zastępem oddanych wojowników rozkazała drzewom, aby zwróciły młodzianowi wolność. Powiadają, że to właśnie wtedy łowczy, ujrzawszy piękną Hanusię, która wyrwała go ze szponów mściwej gęstwiny, a potem naparem z magicznych ziół zabliźniła rany i przywróciła do sił, zapałał do niej tak gorącym uczuciem, że nie bacząc na jej stan prostaczy, postanowił uczynić żoną. Nie wyrażę, drogi Czytelniku, jakaż radość nastała w sercach Hanusiowych rodzicieli, od powicia udręczonych nędzą, poniewieranych i bitych, wyczerpanych robotą ponad ludzkie siły. Czegóż innego mogliby pragnąć dla swego dziecka jak nie odmiany okrutnego losu? Czyż może być większe szczęście ponad to, które zapewnia życie w bogactwie? Biedna Hanusia!
Wnet ogłoszono zrękowiny. W grodzie zaś na rozkaz samego kasztelana zaczęto sposobić się do rychłego weseliska, które miało być tak huczne i wystawne, jakiego ziemia kaliska nie widziała dawno. Wszak łowczy to oddany służbie człowiek, godzien ze wszech miar najwyższych zaszczytów. Nie szczędzono więc ze skarbca dukatów na przygotowanie weselnej uczty ani też bezlitosnego bata na grzbiet nieszczęśników zwlekających z płaceniem podatków. Od kupców z dalekiego Cesarstwa Rzymskiego, których w owym czasie objuczone karawany ciągnęły po jantar nad Bałtyk, pozyskano mnóstwo dóbr. Nie zabrakło wśród owych przepysznych towarów bel delikatnego jedwabiu i barwionego płótna, wspaniałych lwich skór, pięknie zdobionych naczyń glinianych, szklanych pucharów, srebrnych kielichów o nóżkach z kości słoniowej, kosztownych strojów wysadzanych klejnotami, aromatycznych przypraw, suszonych owoców i najrozmaitszych gatunków win. Jednym słowem, rychtowano iście królewską ucztę! Sproszono na nią niemało gości, wśród których prym wiedli najznamienitsi kaliscy dostojnicy, urzędnicy ziemscy, co zamożniejsza szlachta i bogatsi kupcy. Do grodu w dzień i w nocy ciągnęły zewsząd nieprzeliczone tłumy gapiów kierowane pragnieniem uszczknięcia choć okrucha z suto zastawionego stołu weselnego.
Tuż przed zaślubinami kasztelan na cześć młodej pary zarządził wielkie łowy. Nim nastał świt poszły w puszczę rącze konie niosące na swych potężnych grzbietach najlepszych myśliwych zaopatrzonych w broń wszelaką, celne łuki, kusze i oszczepy, mocarne siekiery. Na czele zbrojnej watahy podążał łowczy. Jego dumnie wzniesiona głowa, nienawistne spojrzenie oraz miotane bezgłośnie klątwy nie mogły wróżyć nic dobrego. Oto pyszny pan, niepomny na łaskę, jaką przed niespełna miesiącem okazała mu knieja, powrócił, dzierżąc w dłoni łuk i śmiercionośne strzały. Ach, jakżeż nieczułe musiało być jego serce, skoro miast wdzięcznością, która czyni je łagodnym i dobrym, syciło się jeno zemstą!
Ostatnio zmieniony 11 gru 2021, 17:04 przez Alicja Jonasz, łącznie zmieniany 9 razy.
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
eka
Posty: 14502
Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59

Baśń o płaczącej wierzbie

#14 Post autor: eka » 29 lis 2021, 17:46

Alicja Jonasz pisze:
27 lis 2021, 16:41
Czyż może być większe szczęście ponad to, które zapewnia życie w bogactwie?
:)

Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1502
Rejestracja: 24 kwie 2012, 09:01
Płeć:

Baśń o płaczącej wierzbie

#15 Post autor: Alicja Jonasz » 04 gru 2021, 18:29

Ano tak! :)
Dopisałam jeszcze "kawałeczek"! :D
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
eka
Posty: 14502
Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59

Baśń o płaczącej wierzbie

#16 Post autor: eka » 08 gru 2021, 18:55

Aluś, łowczy a wesele ma być iście królewskie.
Ciekawe... czy się odbędzie. :)

:kofe:

Awatar użytkownika
Lucile
Posty: 4341
Rejestracja: 23 wrz 2014, 00:12
Płeć:

Baśń o płaczącej wierzbie

#17 Post autor: Lucile » 08 gru 2021, 22:16

Alicjo, jakoś tak podskórnie czuję, że Hanusia jest do innych, wyższych celów zrodzona, niż być żoną, nawet najbardziej bogatego kaliskiego łowczego.
Oczywiście, czytam i z zainteresowaniem czekam na ciąg dalszy.

Serdeczności :rosa:
Non quivis, qui vestem gestat tigridis, audax


[email protected]

Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1502
Rejestracja: 24 kwie 2012, 09:01
Płeć:

Baśń o płaczącej wierzbie

#18 Post autor: Alicja Jonasz » 10 gru 2021, 20:10

eko, jeszcze nie wiem, czy pożenić ich, czy nie, hm... dopisałam jeszcze dwa zdania! :)
Luci, jakże mi to pisanie idzie ciężko! chciałabym nie odczuwać takiego pragnienia, skończyć z tym i... co postanawiam, wracam do tego! :kwiat:
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
Lucile
Posty: 4341
Rejestracja: 23 wrz 2014, 00:12
Płeć:

Baśń o płaczącej wierzbie

#19 Post autor: Lucile » 10 gru 2021, 22:25

Alicja Jonasz pisze:
10 gru 2021, 20:10
jakże mi to pisanie idzie ciężko! chciałabym nie odczuwać takiego pragnienia, skończyć z tym i... co postanawiam, wracam do tego!
Droga Alicjo, wszystko co dobre, rodzi się w bólu - wiem, truizm, ale jakże prawdziwy.
Pisz, proszę :rosa:
Non quivis, qui vestem gestat tigridis, audax


[email protected]

Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1502
Rejestracja: 24 kwie 2012, 09:01
Płeć:

Baśń o płaczącej wierzbie

#20 Post autor: Alicja Jonasz » 11 gru 2021, 17:04

fr. 5
Na widok jeźdźców drzewa umilkły, zaś zwierzęta, słysząc rozlegający się tu i ówdzie głuchy odgłos końskich kopyt uderzających o wystające z ziemi korzenie, tudzież złowróżbny chrzęst broni myśliwskiej i trzaskanie bata co rusz rozrywające ciszę, z trwogą poczęły uciekać i szukać schronienia w najgłębszych zakamarkach kniei, pośród dzikich wąwozów, suchych dolin i niedostępnych jarów porośniętych gęstwiną tak zwartą, iż słoneczne światło przez bez mała rok cały nie miało doń przystępu. Matka puszcza otoczyła swe dzieci opiekuńczym ramieniem, czyniąc niewidzialnymi dla ludzi żądnych skór i mięsa.
W ciszy, która spowiła knieję, rozbrzmiewało jeno skrzeczenie jakiegoś ptaszyska, skrzeczenie tak głośne i przenikliwe, chwilami przechodzące w jęk upiorny, iż jeźdźcy poczęli raz po raz spoglądać na boki, w mroczną, nieprzeniknioną gęstwinę, jakby stamtąd właśnie spodziewali się nadejścia złego.
- Panie, zawróćmy! - rzekł w końcu jeden ze zbrojnych.
- Konie zwietrzyły jakoweś licho! Zawróćmy! - zawołał inny.
W istocie, nie tylko myśliwych ogarnęła trwoga, lecz i konie. Niektóre rżały cicho, niespokojnie strzygąc uszami, inne zaś potrząsały łbem i uderzając mocno kopytami w ziemię, otwarcie wzbraniały się przed pójściem dalej.
- Panie... wracajmy do grodu! - radzili wszyscy zgodnie. - Wracajmy nim noc nastanie!
- Głupcy! Jastrząb, którego popiskiwanie niesie się po puszczy, ma w sobie więcej męstwa niźli wy wszyscy razem wzięci! Mam w nim zatem godnego przeciwnika! - zagrzmiał łowczy. - Nim noc nastanie, nasze konie objuczone świeżym mięsem i skórami przekroczą bramy miasta, my zaś niechybnie zasiądziemy do wieczerzy, bym mógł nacieszyć się jeszcze kawalerską swobodą!
Po tych słowach młodzian pochwycił swój łuk, napiął cięciwę i nie namyślając się ani chwili, posłał strzałę w milczące korony drzew. Pierzasty pocisk zafurkotał cicho i pomknął do celu niby drapieżny ptak za zdobyczą.
Ach, głupi panku, gdybyś wiedział, ile boleści tym jednym strzałem zadajesz, może powstrzymałbyś swe zapędy? Próżny lament, nikt nie zawróci strzały raz z łuku wypuszczonej! Już dopadła celu, już wyszarpała z serca dech ostatni! Ach, głupi panku, cóżeś najlepszego uczynił? Powiał wiatr, rozkołysały się gałęzie, rozszeleściły liście. Łowczy z triumfem z konia zeskoczył i pobiegł w gęstwinę oczy zdobyczą nasycić. Ale cóż to? Czary jakoweś? Niechybnie diabelskie sztuczki! Miast jastrzębich skrzydeł, ujrzał rozwarte ramiona, miast piór, zgrzebne szaty. Ach, nie ptak to, lecz człowiek! Być nie może...
- Ku jastrzębiowi posłałem strzałę, a oto z ludzkiego serca życie uchodzi? O zgrozo! - zakrzyknął młodzian z niedowierzaniem, a twarz jego od strachu i dziwu pobladła.
- Ustrzeliłeś wiedźmę, panie! - rzekł z przerażeniem jeden z kompanów. - One mogą przedzierzgnąć się w co tylko zechcą, zwierzę, kamień, drzewo!
- Powiadają, że kto w taką godzi, przeklęty będzie na wieki! - zawołał drugi z trwogą. - Uchodźmy stąd, panie, jeśli nam życie miłe!
- Uchodźmy! - powtórzyli inni.
Wiedźma? Wiele się o nich nasłuchał, lecz nigdy żadnej nie spotkał. Ci, którzy o wiedźmach bajali, bezwiednie ściszali głos, jakby w obawie, że samą opowieścią ściągną na siebie jakowąś klątwę bądź urok. Ach, i oto jedna z owych jędz budzących w ludzkich sercach tak wielki przestrach kona przeszyta strzałą z jego kołczanu! Dziw nad dziwy! Gdzież podziała się czarcia moc, która pomogła tej starej przedzierzgnąć się w drapieżnego ptaka? Czemuż wiedźma nie użyła jej dla ratowania siebie? Wzbiwszy się pod obłoki, umknęłaby lotnej strzale...
- Słyszałem, że te maszkary żywią się ludzkim mięsem i krwią! Polują na nas niczym na zwierzynę! - rzekł, jakby dla usprawiedliwienia swego postępku. - Ta starucha nie zaszkodzi już nikomu!
Na te słowa aż zakotłowało się w kniei, coś zaterkotało z nagła, coś zachlupotało, zawyło żałośnie. Powiał wiatr, rozszemrały się trawy, a drzewa, do tej pory milczące, jęknęły przeciągle niby płaczki żałobne stojące nad grobem. Konie, słysząc owe osobliwe dźwięki dochodzące z mrocznej gęstwiny, wpadły w popłoch i poczęły rżeć przeraźliwe, coraz głośniej, coraz rozpaczliwiej, jak gdyby dopadła je wilcza zgraja. Niektóre stanęły dęba i wściekle wierzgając nogami, o mało nie zrzuciły jeźdźców z grzbietu. Zgiełk powstał nie do opisania.
Okrzyki ludzi mieszały się z piskiem przerażonych koni.
- Uchodźmy z tego przeklętego miejsca, panie! – zakrzyknął ponownie jeden z towarzyszy, próbując okiełznać rumaka, który pod nim ciskał się i miotał jak oszalały.
- Nic tu po nas, panie! Na koń! Na koń! - ponaglali drudzy.
Nie było na co czekać. Łowczy zrozumiał, że ów osobliwy koncert to czarcia sprawka, a z czartem lepiej nie igrać!
- Na koń! - powtórzył za kompanami i wskoczył na swego wałacha.
Koń szarpnął się, stanął dęba i byłby pewnie zrzucił młodzieńca, gdyby ten nie trzymał się mocno w siodle. W odpowiedzi jeździec smagnął go batem i dźgnął ostrogami. Ruszyli z kopyta w stronę grodu, a ich śladem pognała gromada myśliwych.
Ostatnio zmieniony 20 gru 2021, 19:25 przez Alicja Jonasz, łącznie zmieniany 10 razy.
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

ODPOWIEDZ

Wróć do „ALICJA JONASZ”