• Nasze rekomendacje
  •  
    CO WARTO PRZECZYTAĆ W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI?
    Dziś Lucile poleca wiersz Alka Osińskiego
    pt. "Neologizmy"
    Dodatkowo Gloinnen poleca opowiadanie szczepantrzeszcza
    pt. Rumcajs, najlepsze miejsce do życia i Pani Szymborska

    ZAPRASZAMY DO LEKTURY




    UWAGA!
    JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
    [email protected]
    PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
     

"Z pamiętnika Misia" cz.7 - "O tym, jak pani Ania chciała zostać misiem"

Najbardziej wymagająca literatura

Moderatorzy: skaranie boskie, eka

ODPOWIEDZ
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1342
Rejestracja: wt kwie 24, 2012 9:01 am
Płeć:

"Z pamiętnika Misia" cz.7 - "O tym, jak pani Ania chciała zostać misiem"

#1 Post autor: Alicja Jonasz » czw cze 13, 2019 9:38 am

do początku
do poprzedniego
- Chciałabym zostać misiem! - westchnęła z rozmarzeniem pani Ania, kiedy wczesnym rankiem weszła do garderoby.
Za oknem padał deszcz, a ona jak co dzień musiała pójść do pracy. Nie była z tego zadowolona. Rozumiałem ją doskonale. Ja też nie znosiłem wstawać o tak wczesnej porze. Uwielbiałem za to, chyba jak każdy miś, wylegiwać się do późna pod kołderką.
Tego ranka mieszkańcy garderoby jeszcze spali. Podusia Miękusia tuliła się do mojego zaspanego pyszczka. Ubrania, buty i torebki śniły o spacerze w słońcu, dywanik rozłożony w przejściu cichutko posapywał, a kuferek na ręczniki smacznie chrapał.
Leżąc pod kołderką, przyglądałem się pani Ani spod przymrużonych powiek i czułem, że zamiast leniuchować, powinienem wybrać się z nią do szkoły. Świetny pomysł, pomyślałem i chcąc zwrócić na siebie uwagę, stuturykałem się z łóżeczka na podłogę.
- Ojej, misiu! Czy nic ci się nie stało? - zapytała ciepłym, współczującym głosem. - Dlaczego już wstałeś? Jest tak wcześnie...
Chwilę później razem jedliśmy śniadanie.
Ja delektowałem się smakiem ulubionego miodku. Jem go co dzień, więc nic dziwnego, że i tym razem miałem na niego ochotę. Co chwila maczałem łapkę w misce pełnej złocistego smakołyku i z zadowoleniem dokładnie ją oblizywałem. O dziwo, pani Ania wtórowała mi z równym misiowemu apetytem. Jadła ze smakiem, jakby miodek od zawsze był jej przysmakiem. Nie był. Pani Ania nie lubiła miodu! A teraz lubi? Dziwne... Czyżby powoli zamieniała się w niedźwiadka, zastanawiałem się, obserwując ją ukradkiem.
Pewnie wkrótce jej małe, różowe uszy urosną i pokryją się mięciutkim futerkiem, twarz wydłuży się w misiowy pyszczek zakończony guzikiem nosa, oczy staną się czarne niczym dwa błyszczące węgielki, ręce przekształcą się w łapki, a brzuszek zaokrągli jak u prawdziwego smakosza miodu. Taki milutki, mięciutki miś będzie mógł do woli wylegiwać się w łóżeczku, turlać po łące pachnącej ziołami albo bawić się z dziećmi, przytulać je, kiedy tylko zechcą.
Tymczasem pani Ania zapakowała do plecaka drugie śniadanie - bułkę z sałatą i rzodkiewką oraz kilka cynamonowych pierniczków, z których dwa zniknęły chwilę później. Chrupaliśmy je w czasie wędrówki do szkoły, próbując zagłuszyć bębnienie kropel deszczu w parasol. Musicie wiedzieć, że takie chrupane pierniczki są najlepsze na deszcz i poranne smutki. Krople robią "kap, kap", ciasteczka "chrup, chrup", a smutki uciekają gdzie pieprz rośnie "tup, tup, tup".
Wkrótce zrobiło się nam weselej. Smutek gdzieś się zapodział, a deszcz przestał padać. Ciasteczka mile kołysały się w brzuszkach w rytm naszych kroków. Byliśmy coraz bliżej szkoły. Przemiana pani Ani w misia, ku mojemu zdziwieniu, nie nastąpiła. Co prawda pojawiły się pierwsze jej oznaki, czyli wzmożony apetyt na miodek i cynamonowe pierniczki, ale wciąż pani Ania pozostawała sobą. Nucąc pod nosem jakąś radosną piosenkę, zgrabnie kluczyła między kałużami, kłaniała się przechodniom i tuliła mnie mocno niczym mama kangurzyca swoje dzieciątko. Co stanie się z nią później? Tego nie potrafiłem przewidzieć. Cieszyłem się, że możemy razem wędrować i że niedługo spotkamy się z dziećmi.
Pokonamy jeszcze tylko schody i będziemy na miejscu, pomyślałem, mocno wtuliwszy się w panią. Jej serduszko biło po misiowemu, tik, tik, tik, wesoło i rytmicznie. Pani Ania nie bała się wysokości, za to ja drżałem ze strachu. Te schody były bardzo strome.
Z wnętrza budynku dobiegły nas radosne nawoływania dzieci.
- Czekają na nas - powiedziała pani i zaczęła wspinać się po schodach, przeskakując po dwa, trzy stopnie na raz.
Zacisnąłem powieki i jeszcze mocniej wtuliłem się w moją opiekunkę. Nie słyszałem żadnych innych odgłosów poza przyspieszonym biciem serca. Po chwili nie byłem już pewien, czy to moje serduszko tak głośno bije, czy serduszko pani Ani? A może słyszałem obydwa? Moje robiło przestraszone pik pik pik, a pani rozradowane tik tik tik. Odkąd pamiętam, zawsze bałem się wysokości, co wyróżnia mnie spośród innych misiów, a zwłaszcza tych, które, jak czytałem w encyklopedii, w poszukiwaniu miodu dziko żyjących pszczół albo młodych gałązek eukaliptusa potrafią wspiąć się na drzewo bardzo wysoko. Pani Ania wspinała się po schodach niczym mój kuzyn - miś koala, po mistrzowsku! Była po prostu wspaniała, a ja...
Ja miałem futerko podszyte strachem i bardzo się tego wstydziłem. Pani Ania często powtarza, że strach ma wielkie oczy. Gdy tylko na kogoś je wytrzeszczy, trzeba pogrozić mu palcem i stanowczo powiedzieć: "Nie wolno!", a potem przepędzić go na cztery wiatry. Wielkie oczy czy małe, cztery wiatry czy dwa, ja i tak zawsze boję się wysokości! Zawsze! Hm... Z jednym wyjątkiem! Na zaczarowanym krześle udaje mi się wznieść naprawdę wysoko, ponad obłoki, i wtedy wcale się nie boję, nic a nic, wtedy jestem kapitanem kosmicznej rakiety, najdzielniejszym z misiów, nieustraszonym zdobywcą kosmosu! Taka jest moc wyobraźni!
Pamiętajcie, że strach nie jest dobrym towarzyszem. Najlepiej pozbyć się go jak najszybciej, inaczej zadomowi się w serduszku i na każdym kroku będzie dokuczał. Tym razem na przykład postanowił spłatać złośliwego psikusa mnie i pani Ani. Zamiast dać się przepędzić, niespodziewanie podłożył nam nogę. Tak, tak, podłożył nogę! Potem zachichotał i czmychnął nie wiadomo dokąd, a my...
Oj, dostaję gęsiej skórki na samo wspomnienie tego, co się wydarzyło! Potknąwszy się, runęliśmy ze szczytu schodów. Lecieliśmy razem, ale to ja pierwszy spadłem na ziemię, a sekundę później, rozpaczliwie trzepiąc rękami, pani Ania z impetem spadła na mnie.
Ech, strachu, postąpiłeś bardzo nierozważnie! Powinieneś wiedzieć, że czasami głupi żart może doprowadzić do tragedii.
Zamiast spotkać się z dziećmi, trafiliśmy do szpitala. Upadek ze schodów to nie przelewki. Lekarz długo i uważnie nas badał. Trochę się bałem, więc pani Ania posadziła mnie na kolanach i delikatnie przytuliła. Ach, od razu raźniej! Zamknąłem oczy i zacząłem się zastanawiać, czy ją też coś boli, bo mnie bolało, i to bardzo, jak nigdy przedtem, a najbardziej brzuszek, który w jednym miejscu odrobinkę się rozpruł i trzeba było przykleić specjalny plasterek. Kiedy pani pielęgniarka robiła opatrunek, byłem dzielny, nie uroniłem ani jednej łezki.
- Miała pani szczęście - rzekł lekarz. - Gdyby nie miś bohater, który złagodził upadek, mogło się to skończyć o wiele gorzej, a tak mamy tylko stłuczenie i trochę bólu. Zalecam odpoczynek z dala od szkolnych schodów.
Odpoczynek z dala od szkolnych schodów mógł oznaczać jedno - rozstanie z dziećmi. Niemożliwe! Nie zgadzam się! Nie widzieć dzieci, misia Franka, Smoka Sebastiana i Obieżyświata przez miesiąc? Och, nie! Moje serduszko drżało z rozpaczy. Pragnęło wyrwać się z piersi i jak najszybciej pofrunąć do przyjaciół.
- Chcę do dzieci, chcę do dzieci... - powtarzało cichutko.
Próbując zapanować nad łzami cisnącymi się do oczu, zapomniałem o bólu łapek, nóg i brzuszka. Wtuliłem się jeszcze mocniej w panią Anię i poczułem, że ona także drży.
Pachniała miodkiem i cynamonem, a jej łzy były jak moje, misiowe - duże i cieplutkie. Nawet plasterki, które przykleiła nam pani pielęgniarka, mieliśmy takie same, w kolorowe motyle.
- Jesteś moim bohaterem - szepnęła mi do ucha, gdy siedzieliśmy w domu na kanapie wysmarowani maściami, które przepisał nam lekarz.
Wtedy poczułem się znacznie lepiej. Być bohaterem dla pani Ani to jak dostać w prezencie wielką beczułkę miodu albo talerz pełen chrupiących pierniczków. Cieszyłem się, że mam taką cudowną mamusię, która co prawda nie wygląda jak miś, ale tak się właśnie zachowuje. Jest najlepszym przytulakiem na świecie. Byłem pewien, że razem damy sobie radę!
do następnego
Ostatnio zmieniony pn cze 17, 2019 5:05 pm przez Alicja Jonasz, łącznie zmieniany 3 razy.
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
Lucile
Posty: 3106
Rejestracja: wt wrz 23, 2014 12:12 am
Płeć:

"Z pamiętnika Misia" cz.7 - "O tym, jak pani Ania chciała zostać misiem"

#2 Post autor: Lucile » czw cze 13, 2019 10:15 am

Kolejny "miodzik" na wszystkie moje zmysły, Alicjo.
Od razu dzień robi się weselszy.
To bardzo dobre, optymistyczne, z nienachalną dydaktyką pisanie, nie tylko dla małych, ale i tych dzieckiem podszytych... całkiem dużych.

Serdecznie
L
Non quivis, qui vestem gestat tigridis, audax


[email protected]

Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1342
Rejestracja: wt kwie 24, 2012 9:01 am
Płeć:

"Z pamiętnika Misia" cz.7 - "O tym, jak pani Ania chciała zostać misiem"

#3 Post autor: Alicja Jonasz » czw cze 13, 2019 10:36 am

Dziękuję za pochwałę, Lu :) dla mnie Twoje słowa są takim "miodzikiem"; tekst pisany jak zwykle na gorąco, bez redakcji; mam nadzieję, że pociągnę go dalej; pozdrawiam :)
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
Lucile
Posty: 3106
Rejestracja: wt wrz 23, 2014 12:12 am
Płeć:

"Z pamiętnika Misia" cz.7 - "O tym, jak pani Ania chciała zostać misiem"

#4 Post autor: Lucile » czw cze 13, 2019 11:22 am

Z własnego doświadczenia wiem, że niektóre "spontaniczne teksty" bywają trafione w punkt.
Twój do nich należy. Masz, godną podziwu i pozazdroszczenia, lekkość pióra :bravo:
Non quivis, qui vestem gestat tigridis, audax


[email protected]

Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1342
Rejestracja: wt kwie 24, 2012 9:01 am
Płeć:

"Z pamiętnika Misia" cz.7 - "O tym, jak pani Ania chciała zostać misiem"

#5 Post autor: Alicja Jonasz » czw cze 13, 2019 7:25 pm

zmotywowana, piszę dalej; Lu, uśmiecham się do Ciebie :)
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
eka
Posty: 12029
Rejestracja: ndz mar 30, 2014 10:59 am

"Z pamiętnika Misia" cz.7 - "O tym, jak pani Ania chciała zostać misiem"

#6 Post autor: eka » sob cze 15, 2019 11:07 am

Pięknie o nauczycielu napisałaś, Alicjo, aż się wzruszyłam. Moja pierwsza Pani w szkole, niedawno odeszła. Miała cechy Twojej Ani.
Dobrze mi z Nią było.

Dziękuję za możliwość przeczytania i wzruszenia.

:rosa:

Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1342
Rejestracja: wt kwie 24, 2012 9:01 am
Płeć:

"Z pamiętnika Misia" cz.7 - "O tym, jak pani Ania chciała zostać misiem"

#7 Post autor: Alicja Jonasz » sob cze 15, 2019 12:32 pm

eko, znam taką panią Anię i właśnie tę "bajdę" jej dedykuję; potrafi uskrzydlić jak mało kto :D póki co piszę i zobaczę, co z tego wyjdzie; przyjdzie czas na korektę, na zmiany, na dopracowanie szczegółów; dziękuję za opinię :)
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

ODPOWIEDZ

Wróć do „UTWORY DLA DZIECI”