SCENA 6
REZYSER
Stop! I jak?
PRODUCENT
Jakby trochę drętwawo. Zbyt podniośle. No i (pip!) chroniczny brak zapowiadanej magii.
SCENARZYSTA
To może tak zaczniemy...
NARRATOR
Budzi się wieś: koguty pieją, wrzeciądze...
SCENARZYSTA
Nie! Wróć. Zapowietrzyła się cholera! Słuchaj - klimat jest taki:
Noc. Las. Coś gdzieś pohukuje ( 12 razy). Jest staw śródleśny. Nad stawem w nikłej księżycowej smudze zdegustowany rybak... Czaisz?
NARRATOR
Sorry. Już wiem:
„ Wszyscy święci balują w niebie
Złoty sypie się kurz
A ja włóczę się znów bez Ciebie
I do piekła mam klucz...”
SCENARZYSTA ( raczej z żalem )
Ech...
RYBAK
No już dwunasta. Trza mi już do dom. Zbiere wendziska i pójde. Rzucały się cholery, o i tylo... Znowuż żem gówno złapoł...
GŁOS
A chcielibyście?
RYBAK (zdziwiony)
Dodatkowe? (reflektując się ) Wszelki duch Pana Boga chwali!
GŁOS (z wyraźną niechęcią )
Spokojnie gospodarzu. Spokojnie...
RYBAK (rozdrażniony)
A jaki tam ze mnie gospodarz. Trzy morgi piachu, i z tego jeszcze spłata siostrom.
GŁOS (z nadzieją )
Zakonnym?
RYBAK
Gdzieżby tam. Moim własnym zołzom.
GŁOS ( z rozczarowaniem )
Nie zasłużę się nawet piekłu...Trudno. Taki los...
RYBAK
Jeszcze jak trudno.
GŁOS (smutno)
Moje trudno jest trudniejsze... Wracajmy do meritum.
RYBAK
Dzie?
GŁOS
Już wyjaśniam. Co byście gospodarzu powiedzieli na odmianę?
RYBAK ( jak poprzednio)
A zaś tam ze mnie gospodarz, jak z kozi ...
GŁOS ( wyraźnie zniecierpliwiony )
Może i nie jest, ale będzie.
RYBAK ( wątpiąco )
Eche... No czas na mnie. Księżyc wyloz, to i stawowy może się przypentać, a z takim to nie przelewki... Wystarczy na morde popatrzyć i same gacie ze strachu opadajo... O już coś chrobocze po krzakach... Diabli wiedzo cy nie lizie.
GŁOS
A wiedzą, wiedzą... I zapewniam, że nikogo tu więcej nie ma tylko my. Wy i ja.
RYBAK
Jo wim, bo nie od dzisia mi się tak we łbie pierdzieli, że cięgiem głosy słysze ( po chwili ) To z głodu mi się tak robi.
GŁOS
A nieprawda, bo z innego powodu.
RYBAK
Dobra, dobra...
GŁOS
Dobrze, o tym potem. Są ważniejsze sprawy. Chcielibyście coś zmienić w swoim życiu?
RYBAK ( ze złością )
Zaś by nie!
GŁOS:
No to nie ma sprawy. Zmienimy.
RYBAK (wzdycha z rezygnacją)
Aha... Co to się człowiekowi...
GŁOS
Zapewniam, że jestem realny.
( sowa - nie sowa, huka raz jeden, jakby ostrzegawczo )
RYBAK ( ze zgrozą )
Cyli diaboł!
( domyślnie) Lucyper.
GŁOS ( gorzko )
Jerzy Marcin Lubomirski tylko...
RYBAK
Nie słyszołem o takim. Choć o różnych słyszołem, bo jo mom zawsze pod góre, a różne czorty jeszcze cięgiem mnie z drogi spychajo...
GŁOS
Dość już. Jestem do usług...
RYBAK (domyślnie)
Znacy, że nie z głodu, tyko z samogonu to mom ( z niechęcią ) Tyn Rużyło same fuzle przedaje. Świnia nie somsiad!
GŁOS
Przysiądźmy na chwilę.
RYBAK (niespokojnie ) Stawowy może nadejść...
GŁOS
Mam tu coś dobrego na przepłukanie ... (słuchać chlupot) Na wypłukanie niepokojów i niesmaków.
RYBAK (przełykając slinę)
Aa, to inksza inkszość...
( muzyczny przerywnik)
SCENARZYSTA
Dzień drugi. Znojny ranek...
NARRATOR
„Hej ho, hej ho, do pracy by się szło
hej ho, hej ho, hej ho, hej ho, hej ho do pracy by się szło
hej ho, hej ho!...” i tak dalej.
RYBAK (posapując, ziewając i pomrukując)
Śniło mi się co, cy jak?... Musi, że tak.
BABA
Coś taki markotny? Znowuż się chlało na smutno? Nie inacy ino z tym Zaszczanym Jędrulą....
RYBAK
Cicho być babo, bo mi cuś po głowie łazi...
BABA
Nic ino wszy; pijaku.
RYBAK (z wyrzutem)
Dej zebrać myśli.
BABA
Trza je najprzód mieć.
RYBAK
Co to ja w nocy robił? (bezradnie) Co ja robił? Co?
BABA
Nawet tego nie wies? Rybyś łowił durnoto.
RYBAK
Aaa... prawda... Ryby (z sarkazmem) Tylo, że ryby nie grzyby i w miejscu nie stojo... Znowuż bedziemy stara dziś tylko o wodzie.
BABA
Che! Całkiem odurniał. Popatrzy no co tam jest w szafliku.
RYBAK (zdziwiony)
Oo! Skąd tu tela ryb?
BABA
Ochlaptus nawet nie wie, że sam przynios.
RYBAK ( w bezmiernym zdumieniu )
Jo!??
BABA
Też mnie to dziwi, ale na pewno un. A ile pewnie po drodze pogubił to zgroza!
RYBAK
Cuda jakieś...( po dłuższej zadumie, z żalem ) - Lepi bedzie odnieść.
BABA ( z wściekłością ) Coo!!? Dzieciom chces sprzed gembów zabrać, kiedy raz jeden mogo sie najeść?!
RYBAK ( niepewnie )
Bo licho wie co to i skund to... Mówie ci, lepi oddać.
BABA (z przekąsem ) No; już tam stawowy ceka, żeby ci podzieńkować.
RYBAK
Prawda. Stawowy... Wisz stara - jo już nic z tego nie wim...
BABA (prycha)
Nie od dzisiaj lebiego
RYBAK
Dziwy to jakieś...
BABA (stawiając przed nim jedzenie ( stukot stawianej miski i dźwięk łyżki) mówi przymilnie )
A w te noc znowu pójdziesz Józecku. Ryby się w mieście przeda i dzieciom jakie łachy kupi, bo pod zime idzie...Dobrze? Niech tam, sama ci flaszeczke kupie u somsiada, żebyś się za bardzo nie wyziębił...
RYBAK (ze zgrozą)
Od Rużyły nie chce! Nie!
BABA
Dobrze, dobrze, dzie indzi dostane... No co? Bedzie tak?
RYBAK (ciężko wzdycha)
( przerywnik z melodyjką)
SCENARZYSTA
Znowu noc. Nad staw przychodzi lekko wystraszony Rybak, dla kurażu pociągając z niesionej flaszki i gęsto spluwając. Siada i rozgląda się niepewnie.
NARRATOR (jakby nie całkiem trzeźwy)
Noc. No noc (pip!) jak noc. „Nocą, nocą koty się kocą...” „Nasza jest noc i oprócz niej nie mamy nic...” i tak dalej. Starczy?
SCENARZYSTA
Taa...
GŁOS
Nie bójcie się gospodarzu. Nie bójcie...
RYBAK
Aha, znowuż sie zaczyna... A idź przepadnij siło nieczysta! (w rozżaleniu ) A takie piekne miejsce...Cisza, baba nie jazgoce, stawowy omija, zioła pachno jak kadzidło w kościele, a tyn tu dokucznik... Aże poszed w diabły! (pije i spluwa) Cholera na tego Rużyłe! ( z wyrzutem ) A gadała, że dzie indzi znajdzie...Uwierz tu babie...
GŁOS
Cóż, la donna e mobile... Faktycznie piękne miejsce... Staw jak marzenie... ale - zasypią go śmieciami, a potem wyschnie. Postawią na tym budynek urzędu ( z lekkim rozbawieniem ) Skarbowego, żeby było weselej...
RYBAK (z powątpiewaniem)
Chałupe... na stawie?
GŁOS
Nic nowego. Wszak cała Wenecja na wodzie stoi...
RYBAK: Na wodzie...
GŁOS
Konkretnie - na słupach wbitych w wodę.
RYBAK
W wodę...
GŁOS
Nieważne, chociaż temat istotny dla mnie... Wiesz wspomnienia... No, mówmy o czym innym.
RYBAK
Ale się uwzion. ( rzeczowo ) Te wczorajsze ryby to waszo robota?
GŁOS
To tak na początek. Drobna przysługa.
RYBAK
A potem co bedzie?
GŁOS
Nooo... potem, to nie tylko ryby będą ( po zastanowieniu ) Nawet zaprzyjaźnić się możemy ( do siebie z wyraźnym smutkiem ) Mnie już nic nie może zaszkodzić...
RYBAK
Że jak? ( z wyraźnym niesmakiem pociąga ze swojej flaszki i spluwa ) Tfu!
GŁOS
Zacznijmy tak jak wczoraj. ( słychać chlupot trunku w bukłaczku )
RYBAK (rozpogodzony)
A kiedy tak, to możno, bo dobre to panine picie (po chwili z refleksją ) Ale, ale...darmo to nic ni mo. Co za to?
GŁOS
Na początek opowiedzcie mi jak to teraz u was jest.
RYBAK
Dzie, tutaj?
GŁOS
Tutaj.
RYBAK
Toście panie przyjezdny, cy jak, że tego nie wiecie? A skund żeście so?
GŁOS
Mniejsza o to...Powiedzmy, że w świecie byłem i... wróciłem ( z goryczą ) Może na wieki... Mniejsza o to. Opowiadajcie...
RYBAK
Co tu opowiadać? My sobie, one sobie. Onym tak, a nom tak ( po chwili ) Ale niby, że mo być lepi. Tyko znowuż nikt nie wie kiedy. To czekomy. Jo to już będzie ze czterdzieści lat czekom. A może i lepi? Ojce tyż czekali, a o dziadkowinach to już lepi nie mówić. Nie doczekali. Świeć im Panie... ( słychać jak pociąga łyczek trunku, degustuje, mlaska, czka ) Rzeczywiście dobre to panie macie. Dobreńkie! ( po chwili ) Tera gadajo, że wojna bedzie. Może bedzie, może nie bedzie. Cy jo wim? ( w nagłym olśnieniu ) A, o! Ni macie dzie panie granata, abo chociażby trocha karbidu? Szybci by było niźli na wendke te ryby wyłapać...
GŁOS
Stawowy by huk posłyszał...
RYBAK
Że też sposobu na te cholerę ni ma! Dzie się nie obrócisz wszyńdzie stawowy! Pono w UB był kształcony. Musi żeby posłyszoł. ( z rezygnacją ) Tak nom i siedzieć przyszło po cichu...
GŁOS
Jak u Becetta...
RYBAK
Co? ( jakby z groźbą ) Panie...
GŁOS (ciepło)
Mów mi Jurek...
KSIĄŻĘ
Veto! Veto i jeszcze raz veto!
SCENARZYSTA ( z przekąsem )
O, nasz konfederat się ocknął!
KSIĄŻĘ
To w ogóle nie o mnie! Niemożliwe żebym się aż tak fraternizował z pospólstwem... I w ogóle...
REŻYSER
No trochę to ciągnie Redlińskim. Zbyt przaśne i do niczego raczej nie prowadzi... Ani jaja, ani moralitet.
PRODUCENT
Zasadniczo mało głębokie i jakby jakieś (pip!) rozlazłe.
NARRATOR
„… Ta niedziela jest jak film tani klasy "B"
Facet się pałęta w nim w nieciekawym tle
Scenarzysta forsę wziął, potem zaczął pić
I z dialogów wyszło dno, zero czyli nic.”
SCENARZYSTA (naburmuszony)
Akurat! Mój drogi, ogarniam temat. Dalej miało być konkretniej... I o fetach warszawskich, i o próbie odsieczy Krakowa, i bitwie w Cmolasie, i o złupieniu Dębicy, i o wywożeniu łupów na Węgry, i o sztuce księcia pana zwanej „Hecą”... Ba! ( śmieje się ) Generalnie to to była - heca...
KSIĄŻĘ (wtrąca gwałtownie)
Majątek Konfederacji gdzieś trzeba było przechować przez czas niespokojny...
SCENARZYSTA (prycha)
Pewnie. I najlepiej we własnej chałupie... ( wracając do wątku ) No więc, miało być jeszcze wiele konkretów biograficznych, ale naturalnie w ujęciu literackim... Bo aut, aut. Albo wyżej, albo niżej. Martwe fakty, albo ożywcza fantazja. Wszystkiego naraz się nie da. To znaczy da się, ale ja nie jestem Verne; zresztą powszechnie wiadomo, że współczesny widz odcedza prawdziwą wiedzę, przyswajając sobie najwyżej tę z Hogwartu... Kiedy więc wam się spieszy i chodzi głównie o to, by było jak najwięcej sensacji, to ja wymiękam. Z koturnu łatwo wdepnąć w głupotę... Stawiam kropkę. – Akustyk, efekt specjalny proszę.
(pada strzał)
FRANCISZKA ŁUCJA (przejmująco)
Synu zabiłeś matkę!
(słychać łamiące się szczeble i łomot ciała spadającego z drabiny)
KSIĄŻĘ
Boże! Przed czasem zastrzelił Franciszkę Łucję. Moje najdroższe kochanie! (szlocha)
PRODUCENT
Chwila. Zaraz...(pip!) Nie. Nie! Nie ma się co obrażać. Za dużo się w to włożyło. No, czyli - zacznijmy od początku. Found footage, drobny dopisek i – finis . Jak się coś zaczęło robić, to trzeba to zrobić (pip!) żeby było zrobione.
SCENARZYSTA ( mruczy do siebie z niesmakiem)
Dopiero co nul, a tu nagle feinschnitt ... Arrtyści! Totalny bełt ... ( parska) - Dawniej się na to odkrzykiwało: „cześć pracy!”.
REŻYSER
Dubel tak?
PRODUCENT
Powtarzam: Found footage, drobny dopisek i – finis ku... (pip!) FINIS.
REŻYSER
OK. Klapserka pliss. Akcja!
( klaps, potem poranne odgłosy wsi w tle)
NARRATOR
Budzi się wieś: koguty pieją, skrzypią wrzeciądze, konisie parskają, świniaki kwiczą, bo nie wydojone... Ja pier...(pip!) - DZIEŃ DOBRY kochani!
KONIEC
-
- Nasze rekomendacje
-
-
Są rzeczy, o których wiemy, że je wiemy. Są rzeczy, o których wiemy, że ich nie wiemy. Ale są też rzeczy, o których nie wiemy, że ich nie wiemy.
Donald Rumsfeld
UWAGA!
JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
[email protected]
PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
-
- Słup ogłoszeniowy
-
-
Nasza Użytkowniczka Baska.S94 wydała swoją długo zapowiadaną powieść pt. "Echo obcych wspomnień".
15 maja w Bibliotece Publicznej w niewielkiej miejscowości Boleszkowice w zachodniopomorskim odbędzie się jej pierwsza prezentacja połączona z wieczorem autorskim.
Wszystkich chętnych serdecznie zapraszamy. Więcej informacji, w tym o możliwości zakupu książki znajdziecie tutaj.
PYTANIE DO WSZYSTKICH.
CZY KTOŚ MA POMYSŁ NA SENTENCJĘ MIESIĄCA?
Więcej informacji
JAK SIĘ PORUSZAĆ POMIĘDZY FORAMI? O tym dowiesz się stąd.
1766 / 4
- Ryszard Sziler
- Posty: 423
- Rejestracja: 04 cze 2013, 09:00
- Lokalizacja: Kolbuszowa
- Płeć:
- Kontakt:
- Ryszard Sziler
- Posty: 423
- Rejestracja: 04 cze 2013, 09:00
- Lokalizacja: Kolbuszowa
- Płeć:
- Kontakt:
- Ryszard Sziler
- Posty: 423
- Rejestracja: 04 cze 2013, 09:00
- Lokalizacja: Kolbuszowa
- Płeć:
- Kontakt: