• Nasze rekomendacje
  •  
    UWAGA!
    JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
    [email protected]
    PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
     
  • Słup ogłoszeniowy

O strażniku leśnego źródełka

ODPOWIEDZ
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1810
Rejestracja: 24 kwie 2012, 09:01
Płeć:

O strażniku leśnego źródełka

#1 Post autor: Alicja Jonasz » 01 sty 2026, 13:44

Są w Turskim Lesie miejsca, do których człowiek boi się zaglądać, a zwierzyna omija je szerokim łukiem, jakby wyczuwała coś, czego ludzkie zmysły nie są w stanie pojąć. Nawet w letnie południe promienie słońca nie potrafią przebić się przez gęste, splątane korony prastarych drzew, toteż panuje tam wieczny półmrok, przesycony zapachem mchu i gnijących roślin. Ciszę przerywa jedynie delikatny szmer wody wypływającej spod ziemi. Ci, którym udało się dotrzeć do owego leśnego źródełka, powiadają, że woda w nim jest krystalicznie czysta, a jej niezwykłe właściwości mają moc leczenia wszelkich chorób. Kto skosztuje ją w chorobie, ten odzyskuje zdrowie i siły. Nic więc dziwnego, że wielu śmiałków próbowało zdobyć ten bezcenny skarb, lecz bez powodzenia. Jak legenda głosi, od zarania wieków źródełka strzeże diabeł. Nie jest to jednak zwykły sługa piekieł. Nazywany przez ludzi Turem – od skóry tura, którą okrywał swe szkaradne ciało nawet w największe upały - był niegdyś dobrym duchem lasu, opiekunem żyjących w nim stworzeń oraz strażnikiem jego tajemnic.
Gdy ludzie, nie zważając na odwieczne prawa natury, wdarli się w głąb puszczy i zaczęli bezmyślnie wycinać drzewa, zatruwać glebę oraz wodę w leśnych strumieniach, serce strażnika zapłonęło gniewem. Wtedy właśnie z mroku nocy wyłonił się Książę Ciemności i obiecał mu moc, dzięki której zdoła ocalić puszczę przed ludzką chciwością. Duch lasu przyjął dar, nie wiedząc, że wraz z nim przyjmuje przekleństwo, które na zawsze odmieni jego los. Gdy tylko wpuścił do serca mrok, jego postać natychmiast przeobraziła się w monstrum z piekła rodem. Ciało pokryło się gęstą, czarną szczeciną, tak, iż musiał osłonić je skórą ściągniętą z padłego tura. Stopy przedzierzgnęły się w kopyta, z czoła wyrosły potężne, skręcone rogi, a w dolnej części grzbietu pojawił się olbrzymi ogon zakończony ognistą strzałką. W oczach, które niegdyś jaśniały spokojem i radością, zapłonęła dzika nienawiść, a twarz, dawniej łagodna i pełna majestatu, przybrała wyraz gniewu. Z pyska, pokrytego brodawkami i sztywną szczeciną, co rusz wydobywały się dzikie, gardłowe pomruki, zupełnie niepodobne do ludzkiej mowy. Stał się potworem, przed którym drżeli nie tylko ludzie, lecz także zwierzęta. Drzewa, które dotąd widziały w nim opiekuna, teraz odwracały od niego swe konary, jakby chciały uciec. Gdziekolwiek się pojawiał, zapadała cisza. Ptaki przestawały śpiewać, wiatr zamierał w koronach drzew, a woda w leśnych strumieniach zdawała się płynąć jakby ostrożniej. Nic więc dziwnego, że Tur postanowił skryć się przed światem żywych w głuszę, której nie odwiedzają nawet słoneczne promienie.
Dniami i nocami przesiadywał w najgłębszej części puszczy, przy źródełku bijącym z ziemi. Mówiono, że powstało ono z łez Najświętszej Panienki wylanych nad męczeńską śmiercią jej syna. Ponoć woda tryskająca z głębi ziemi miała moc oczyszczania z grzechów i uzdrawiania z wszelkich przypadłości. Nie wiadomo, co sprawiło, że Tur właśnie to miejsce wybrał sobie na siedlisko. Jedno jest pewne, że ci, którzy przybywali do źródełka, skuszeni legendą o cudownych właściwościach wody, nie tylko powracali do domu z pustymi rękami, lecz także do końca swych dni musieli zmagać się z paraliżującym lękiem, ilekroć przekraczali granicę lasu. Diablisko uparcie strzegło skarbu, nie chcąc podzielić się nim z tymi, którzy z chciwości raz po raz zakłócali spokój puszczy, bezczeszcząc jej odwieczne prawa.
Pewnego jesiennego dnia do źródełka przyszła dziewczyna imieniem Jagna. Kiedy jej matka ciężko zachorowała, stara zielarka, znana w okolicy z mądrości i znajomości tajemnych receptur, rzekła:
— Tu nie pomogą zioła. Jedynym ratunkiem dla twojej matki będzie woda z cudownego źródełka!
Cóż było robić? Jagna, choć drżała na samą myśl o spotkaniu z diabłem strzegącym wody, nie wahała się ani chwili. Wzięła gliniany dzbanek, narzuciła na ramiona wełnianą pelerynę i ruszyła do lasu. Mgła snuła się między drzewami, a z gęstwiny co rusz dobiegały tajemnicze dźwięki, niby pomruki, niby gwizdanie, złowróżbne i dzikie. Mimo to szła dalej, prowadzona nadzieją, że zdoła zdobyć lekarstwo dla ukochanej matki.
Drzewa ją lubiły, bo nieraz była im pomocna. A to podwiązała gałązkę dębu, którą utrąciło stado saren biegnących do wodopoju, a to podparła sosenkę, by mogła rosnąć prosto ku słońcu, a to znowuż osłoniła wiechciem słomy siewki jodły przed lodowatym podmuchem wiatru. Leśne zwierzęta również znały dobre serce Jagny. Każde spieszyło, by wesprzeć ją w trudzie wędrówki.
Na miejsce dotarła w samo południe. Choć słońce o tej porze świeciło mocno, całą polanę spowijał mrok. Jedynie woda w źródełku lśniła własnym srebrzystym blaskiem, a nad nią unosiła się para. Nie zwlekając, dziewczyna uklękła na omszałym brzegu i ostrożnie zanurzyła dzbanek w krystalicznej wodzie. W tej samej chwili z gęstwiny okalającej polanę wysunęła się z szelestem szkaradna postać, która majtnąwszy ogromnym ogonem zakończonym ognistą strzałką, ozwała się chrapliwym, pełnym wściekłości głosem:
— Kto śmie zakłócać spokój źródła?
Jagna struchlała, serce zaczęło jej bić jak oszalałe, lecz nie uciekła. Zacisnęła jedynie dłonie na glinianym dzbanku, uniosła głowę i spojrzała potworowi prosto w oczy, gotowa stawić mu czoła.
— Ludzie zawsze biorą, nigdy nie dają nic w zamian — ryknął czart i rozdziawił pysk, w którym błysnęły rzędy ostrych kłów.
Z jego gardzieli buchnął odór smoły i siarki tak silny, że powietrze aż zadrżało, a drzewa rosnące nieopodal jęknęły i skuliły swe bujne korony, wpuszczając na polanę nieco słonecznego światła. Woda w źródełku zabulgotała z nagła, zawrzała niby w kotle, po czym cofnęła się w głąb ziemi, jakby sama natura chciała ukryć swój bezcenny skarb przed wściekłością diabła.
Biedna Jagna! W rozpaczy rzuciła się na ziemię i poczęła gorączkowo rozgarniać leśną ściółkę, pragnąc ocalić choć kilka bezcennych kropel. Niestety, źródełko znikło! Mimo to nie traciła nadziei na ocalenie matki. Grzebała rękami w ziemi póki sił starczyło, a gdy te wreszcie ją opuściły, gorzko zapłakała.
Tur na widok tych łez uczuł, że w jego piersi zaczyna się budzić coś dawno zapomnianego, coś, co niegdyś czyniło go istotą zdolną do współczucia. Zobaczył w dziewczynie odbicie dawnego siebie - ducha, który kochał las i jego stworzenia. Zrozumiał, jak bardzo oddalił się od tego, co było mu najdroższe. Wtedy z jego oczu popłynęły łzy, pierwsze od czasu, gdy przyjął dar Księcia Ciemności. Spadały na ziemię jedna za drugą, w miejsce, gdzie jeszcze do niedawna biło cudowne źródło. Tam, gdzie padły, o dziwo, zaczęła tryskać woda, krystalicznie czysta, srebrząca się w słonecznych promieniach, które tańczyły już po całej polanie. Las wokół odżywał w okamgnieniu. Drzewa zaszumiały, ptaki zaczęły śpiewać, a woda w źródełku wesoło zaszemrała. Zmieniało się również samo diablisko. Sztywna szczecina odpadła, odkrywając jasną jak śnieg skórę. Rogi stopniały, ustępując miejsca splotom złocistych włosów opadających na ramiona. W miejsce zwierzęcej skóry pojawiła się powłóczysta szata, ogon i kopyta znikły, a z pleców wyrosły ogromne skrzydła jaśniejące srebrzystą poświatą.
Jagna klęczała, nie mogąc pojąć, co się dzieje. Chwilę później, w miejscu wstrętnego czarta, stał anioł o oczach błękitnych jak letnie niebo i twarzy rozświetlonej łagodnym uśmiechem.
— Dziękuję ci, dziecko — przemówił ciepło. — Twoje łzy oczyściły moje serce z mroku. Strzegłem źródełka, kierując się gniewem, a powinienem był strzec go z miłości.
Pochylił się nad wodą, napełnił dzbanek i podał go dziewczynie.
— Zanieś ten dar matce. Powiedz także mieszkańcom wioski, że puszcza znów stoi przed nimi otworem. Nic już im nie zagraża, poza nimi samymi.
Jagna skinęła głową, wzięła naczynie i wróciła do domu. Matka, gdy tylko napiła się z gliniaka, odzyskała zdrowie i żyła potem jeszcze długie lata, ciesząc się obecnością córki.
Od tej pory nikt już nie bał się zaglądać do źródełka w Turskim Lesie. Podobno jego woda wciąż ma cudowną moc, lecz tylko dla tych, którzy przychodzą po nią z czystym sercem. Powiadają też, że czasem w południe, gdy słońce świeci najmocniej, można ujrzeć przy źródełku białoskrzydłego anioła zasłuchanego w śpiew puszczy. Prawda to czy zmyślenie? Sam się przekonaj…
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

ODPOWIEDZ

Wróć do „ALICJA JONASZ”