• Nasze rekomendacje
  •  
    UWAGA!
    JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
    [email protected]
    PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
     
  • Słup ogłoszeniowy

Tajemnica rzeźby

ODPOWIEDZ
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1817
Rejestracja: 24 kwie 2012, 09:01
Płeć:

Tajemnica rzeźby

#1 Post autor: Alicja Jonasz » 06 sty 2026, 17:51

W starym parku przy pałacu w Wiśniowej, pośród wiekowych drzew, stoi drewniana rzeźba przedstawiająca Hugona Kołłątaja. Ten wybitny uczony i reformator bywał niegdyś w rezydencji swego brata Rafała, a miejsce to stało się mu tak bliskie, że zapragnął, by właśnie tutaj, w pobliskim kościele, spoczęło jego serce. Nie jest zatem zaskoczeniem, że tuż przy bramie wjazdowej, na cementowym postumencie, czuwa rzeźba upamiętniająca tego wielkiego Polaka. Czas jednak nie jest dla niej łaskawy: wilgoć wgryza się w drewno, powierzchnię znaczą liczne pęknięcia, a mech z roku na rok coraz śmielej oplata sylwetkę uczonego. Mimo to w jego rysach, oddanych w drewnie z niezwykłą precyzją, wciąż można dostrzec dawną powagę i troskę o losy ojczyzny.
Autor rzeźby, snycerz pochodzący z wielkopolskich Brzezin, był człowiekiem cichym i skromnym, lecz obdarzonym niezwykłym darem. Jego dłonie potrafiły wydobyć z martwego pnia nie tylko ludzkie kształty, ale i duszę. Nic więc dziwnego, że patrząc na postać Kołłątaja zaklętą w topoli, można ulec złudzeniu, iż za chwilę ożyje i ruszy parkową aleją ku rezydencji, aby błądzić po jej komnatach, wspominając minione dzieje. Coś w tym być musi, bo ludzie różnie mówią.
Są tacy, którzy zaklinają się na wszystkie świętości, że przechodząc nocną porą obok bramy wjazdowej, nie dostrzegli rzeźby na cokole. Za dnia zaś stała na swoim miejscu, jakby nigdy go nie opuszczała. Inni twierdzą z kolei, że tuż po zachodzie słońca, gdy mrok dopiero zaczyna spowijać park, widzieli postać księdza przechadzającą się wśród drzew. Robotnicy, którzy niegdyś remontowali alejkę wiodącą do pałacu, opowiadali, że o zmierzchu, gdy kończyli pracę i zbierali narzędzia, słyszeli dochodzące z głębi parku kroki. Czasem był to tylko szelest sutanny, innym razem wyraźne stukanie laski o kamienne płyty, które wydobyli z ziemi i ułożyli w stosy przy dwóch olbrzymich klonach, zasadzonych jeszcze przez samego księdza Hugona. Ponoć duch zaklęty w rzeźbę odwiedza również pałacowe komnaty. Pracownicy niekiedy wyczuwają jego obecność, lecz niechętnie o tym mówią. Nie wiadomo też, ile w tym prawdy, a ile ludzkiej wyobraźni.
Był jednak ktoś, kto zapragnął to sprawdzić. Białoskrzydły anioł, znany ze swej sympatii do ludzi zamieszkujących Dolinę Kacanki, usłyszawszy opowieść o niezwykłej rzeźbie, która podobno ożywa o zmroku i przechadza się wśród starodrzewu, postanowił rozwikłać tę zagadkę. A że ponad wszystko kochał drzewa porastające przypałacowy park, pierwsze, co zrobił po przybyciu do Wiśniowej, to usiadł na potężnym konarze dębu, tego samego, który ludzie obdarzyli tytułem pomnika przyrody, i począł rozglądać się po okolicy, cierpliwie czekając, aż zapadnie zmrok. Akurat był początek lata. W powietrzu unosił się słodki aromat lipowych kwiatów, wśród których brzęczały owady. Z koron drzew dobiegał świergot ptaków, a wiewiórki, pełne energii, przeskakiwały z konaru na konar, zupełnie nie przejmując się obecnością anioła.
— Ach, jakże tutaj pięknie! — westchnął Białoskrzydły i uśmiechnął się do słońca, które właśnie chowało się za widnokręgiem.
Gdy tylko zgasł jego ostatni promień, okolicę spowiła delikatna, srebrzysta mgła. Powietrze stało się chłodniejsze. Świerszcze, które do tej pory głośno brzęczały w trawie, umilkły, wiatr ucichł w koronach drzew, a ptaki skryły się w swych gniazdach. W parku zapanowała cisza. I wtedy, od strony bramy, rozległo się skrzypienie, jakby jeden konar drzewa ocierał się o drugi. Po chwili dało się słyszeć westchnienie, głębokie, przepełnione żalem i tęsknotą, podobne temu, które wyrywa się z piersi człowieka dźwigającego na barkach zbyt wielki ciężar. Białoskrzydły wstrzymał oddech, bo oto drewniana rzeźba Hugona Kołłątaja, która za dnia stała nieruchoma i milcząca, drgnęła, jakby przebudzona z długiego snu. Ze skrzypieniem uniosła głowę, rozprostowała ręce i powoli zeszła z cementowego postumentu. Najpierw rozejrzała się wokoło, potem zaś postąpiła kilka kroków naprzód. Gałęzie drzew poruszyły się lekko, zaszeleściły liśćmi, choć nie było wiatru, a róże rosnące przy alejce rozchyliły płatki. W powietrzu rozszedł się ich upajający zapach.
— A więc ludzie mieli rację… ta rzeźba żyje — pomyślał anioł, przypominając sobie jednocześnie, jak przed laty w pałacowej bibliotece czytał, że to właśnie ksiądz Hugo Kołłątaj zaprojektował przestrzeń wokół wiśniowskiej rezydencji swego brata. ¬— Park wita swego twórcę…
W istocie, gdy duch Hugona, zaklęty w drewno, przechadzał się wśród zieleni powoli pogrążającej się w mroku, utkanej tu i ówdzie kłębami srebrzystej mgły, drzewa, zwłaszcza te najstarsze, kołysały się w rytm jego kroków. Wiekowe klony, białe topole, dąb i orzech czarny tego wieczoru szumiały szczególnie pięknie, przypominając dzieci, które po długiej rozłące zwierzają się ojcu ze wszystkich swoich trosk.
Białoskrzydły, ukryty w koronie potężnego dębu, przez dłuższą chwilę wsłuchiwał się w odgłosy dobiegające z najdalszych zakamarków ogrodu. Wreszcie postanowił ujawnić swoją obecność. Sfrunął lekko na ścieżkę, którą kroczył uczony, i skłoniwszy się dostojnie, tak jak niegdyś nauczył go Święty Piotr, przemówił:
— Nie bój się, Hugonie… Przywiodła mnie tutaj opowieść o niezwykłej rzeźbie. Pragnę zrozumieć, dlaczego, zamiast cieszyć się niebiańskim szczęściem, co wieczór powracasz w to miejsce.
Duch zrazu milczał, wpatrzony w płożącą się po ziemi mgłę, jakby ważył w myślach każde słowo. Po chwili uniósł głowę, a aniołowi zdało się, że z jego oczu, misternie wyrzeźbionych w drewnie, popłynęły łzy. Nie był jednak tego pewien, bo ciemność gęstniała szybko, a nieliczne lampy, rozstawione po parku, dawały jedynie nikłe światło.
— Widzisz, aniele… — odezwał się wreszcie. — Nie zaznam spokoju, dopóki w ojczyźnie nie zapanuje zgoda. Moi rodacy, tak jak niegdyś, podzieleni są na obozy. Bezustannie kłócą się o błahe sprawy, zapominając o tym, co naprawdę ważne, o jedności. Każdy z nich chce mieć rację, nie słucha drugiego. A przecież to już było… — westchnął ciężko. — Najpierw słowa pełne kłamstwa i nienawiści, potem czyny krzywdzące bezbronnych, a w końcu upadek. Historia zatacza krąg, a człowiek nie uczy się na błędach…
Białoskrzydły znał ludzi aż nazbyt dobrze, by zaprzeczać gorzkim słowom duchownego, lecz nie miał w zwyczaju się zamartwiać. Mieszkańcy tej ziemi byli mu bliscy i choć nierzadko błądzili, zawsze mogli liczyć na jego wsparcie, nawet w najtrudniejszych chwilach. Toteż i tym razem uśmiechnął się do strapionego ducha i zawołał:
— Hugonie, oni pamiętają o tobie i twoich zasługach dla ojczyzny. Księgozbiór, który zgromadziłeś w tutejszej bibliotece, przyciąga rzesze ludzi. Przyjeżdżają do Wiśniowej, żeby poznać jej historię i zobaczyć pamiątki po tobie. Co roku, gdy w parku zakwitają kasztany, gromadzą się przed pałacem z biało-czerwonymi flagami, śpiewają pieśni i wspominają minione dzieje. W tych chwilach widać, że tworzą wspólnotę. Twoje serce nadal tutaj bije!
Duch spojrzał na rozświetlony pałac, który w otulającej park ciemności prezentował się niezwykle dostojnie, niemal baśniowo. Niedawno odrestaurowane mury mieniły się w ciepłym blasku lamp subtelnymi odcieniami kremu i bieli. Wysokie, symetryczne okna w piaskowych obramowaniach odbijały światło latarni, sprawiając wrażenie, jakby budowla tętniła życiem nawet nocą. Ciemne, bogato rzeźbione drzwi wyraziście kontrastowały z jasną elewacją, a prowadząca do nich alejka tonęła w miękkim półmroku. Całość emanowała dbałością o detale i pragnieniem ocalenia ducha dawnych lat.
— Dziękuję ci, aniele — rzekł drżącym głosem. — Twoje słowa sprawiły, że jutro, gdy słońce wzejdzie nad horyzontem, a ludzie znów tu powrócą — jedni, by wypełniać swoje obowiązki, drudzy, by poznać historię tego miejsca, inni znowuż, by po ciężkiej pracy odnaleźć spokój wśród zieleni — spojrzę na nich inaczej. Nie z żalem czy troską, lecz z ufnością.
Po czym wyprostował swoją drewnianą sylwetkę, jakby sił mu przybyło. Białoskrzydły dostrzegł w nim nagłą przemianę: pęknięcia w drewnie stały się niemal niewidoczne, a mech oplatający podstawę rzeźby nabrał pięknej barwy szmaragdu.
— Pora na mnie — dodał, kładąc dłoń na ramieniu anioła. — Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Opowiesz mi wtedy więcej o Wiśniowej. Jestem ciekaw, jak bardzo się zmieniła.
— Obiecuję, że wrócę tu niebawem! — zawołał wesoło Białoskrzydły i klasnął w dłonie.
W tej samej chwili z jego jedynego skrzydła posypał się srebrzysty, niebiański pył. Zanim opadł na wilgotną ziemię, duch Hugona powrócił na cementowy postument, zastygając w dostojnej pozie. Na powrót stał się nieruchomą rzeźbą, gotową powitać każdego, kto przekroczy pałacową bramę.
Anioł wzbił się nad dolinę. Choć ciemność całkiem już otuliła wioskę, wyczuwał pulsowanie życia dobiegające z dołu. Słyszał stłumione głosy ludzi, widział światła w oknach. Odlatywał spokojny o losy tej ziemi, wiedząc, że mieszkańcy Wiśniowej od pokoleń dbają o pielęgnowanie tradycji, na co dzień zaś wspierają się w pokonywaniu trudów, co umacnia ich wspólnotę.
Miejscowi powiadają, że gdy księżyc lśni w pełni, w przypałacowym parku można dostrzec dwie świetliste postacie. To duch Kołłątaja i jego jednoskrzydły przyjaciel kontynuują przerwaną rozmowę. Ponoć od tamtego czasu każdy, kto wchodzi do Pałacu Kołłątajów skłócony bądź z ciężarem na sercu, opuszcza go pogodzony ze światem i pełen nadziei.
I ja w to wierzę…
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
Lucile
Posty: 4963
Rejestracja: 23 wrz 2014, 00:12
Płeć:

Tajemnica rzeźby

#2 Post autor: Lucile » 07 sty 2026, 22:41

Alicjo, bardzo, bardzo Ci dziękuję za ten, dla mnie z gatunku magicznych, tekst o Hugonie Kołłątaju. Zadumałam się nad niezwykłymi, pełnymi ważnych zdarzeń, także dla naszej Ojczyzny, dziejami jego życia. Nic dziwnego, że do dzisiaj przechadza się, rozmyślając i rozpamiętując „dziwne igrzysko losu i przeznaczenia” jakie było jego udziałem. O dobro i pomyślność ojczyzny walczył i spierał się ze swoimi antagonistami prawie przez całe życie.
Najlepiej niech to wyrazi dwuwers z jego wiersza „Do ziemi ojczystej”:
Ziemio ojczysta! Nigdy rozpaczać nie trzeba!
Nie wiemy, co w przyszłości utaiły nieba”


Kiedy zmarł, w pogrzebie na cmentarzu powązkowskim w Warszawie udział wzięła tylko nieliczna garstka przyjaciół. Niestety, nawet pamięć, gdzie został pochowany, z upływem czasu całkowicie się ulotniła. Burzliwe dzieje ojczyzny przetrwało tylko niezłomne serce Hugona Kołłątaja. Zamknięto je w skrzynce z napisem: „Serce ks. Hugona hr. Kołłątaja pierwszego Emeryta Szkoły Głównej Akademii Krakowskiej, Podkanclerzego Koronnego, Kanonika Katedralnego Krakowskiego, Orderów Polskich Kawalera, który urodził się 1 kwietnia 1750 roku, umarł 28 lutego 1812 r. w Warszawie”, a samą skrzynkę umieszczono w kościele pw. Przemienienia Pańskiego i Świętego Ducha w Wiśniowej, w dobrach należących do jego rodziny. W 70. rocznicę jego śmierci, w roku 1882 wyryto te same słowa na płycie z czarnego marmuru i wmurowano w ścianę prezbiterium kościoła.

Alicjo, wcale się nie dziwię, że właśnie Tobie - wrażliwej i utalentowanej - wielki reformator mojej Alma Mater, przez trzy lata jej rektor, uczestnik i niejednokrotnie sprawca najważniejszych historycznych faktów dziejących się w Polsce w drugiej połowie XVIII wieku zezwolił, abyś była świadkiem jego rozmów z Białoskrzydłym aniołem w Wiśniowej, tam gdzie serce jego.
Non quivis, qui vestem gestat tigridis, audax


[email protected]

Awatar użytkownika
eka
Posty: 18837
Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59

Tajemnica rzeźby

#3 Post autor: eka » 08 sty 2026, 14:26

Alicja Jonasz pisze:
06 sty 2026, 17:51
Ponoć od tamtego czasu każdy, kto wchodzi do Pałacu Kołłątajów skłócony bądź z ciężarem na sercu, opuszcza go pogodzony ze światem i pełen nadziei.
I ja w to wierzę…
Pięknie napisane, co ważniejsze można sprawdzić owo "ponoć" :)

Awatar użytkownika
Lucile
Posty: 4963
Rejestracja: 23 wrz 2014, 00:12
Płeć:

Tajemnica rzeźby

#4 Post autor: Lucile » 08 sty 2026, 14:56

kamienica w Warszawie gdzie zmarł Kołłątaj.jpg
urna z sercem Kołłątaja.jpg
napis na skrzynce z sercem Kołłątaja.jpg
Małe załączniki do interesującej opowieści Alicji. Fotografe zamieszczone w katalogu do urządzonej przeze mnie wystawy o Hugonie Kołłątaju w Muzeum UJ z okazji 200. rocznicy jego śmierci.
Z moich i Autorki tekstu informacji wynika, że podczas wojny polsko-bolszewickiej ci ostatni zbezcześcili i zniszczyli nawet te ostatnie jego szczątki. Postaci niedocenianej przez potomnych, a przecież Kołłątaj należał do tej wyjątkowej generacji Polaków, których dorosłe życie nierozerwalnie zostało związane z najtrudniejszymi dziejami Polski, to jest: utratą suwerenności własnej Ojczyzny na przeszło 120 lat. Ostatnie 30 lat XVIII w. - okres w którym aktywnie działał - naznaczone było niezwykłym skondensowaniem wyjątkowych wydarzeń politycznych, które zaważyły i zawyrokowały o dramatycznej przyszłości Polski, by przypomnieć tylko: pierwszy rozbiór Polski (1772), powstanie Komisji Edukacji Narodowej (1773), Sejm Czteroletni (1788-1792), Konstytucję 3 Maja (1791), konfederację targowicką (1792), drugi rozbiór Polski (1793), Powstanie Kościuszkowskie (1794), trzeci rozbiór Polski (1795).
Jeszcze jedna ciekawostka, Kołłątaj był współautorem Uniwersału Połanieckiego i skarbnikiem Powstania Kościuszkowskiego i właśnie ta funkcja stała się bezpośrednim powodem jego uwięzienia na osiem lat przez Austriaków.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Non quivis, qui vestem gestat tigridis, audax


[email protected]

Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1817
Rejestracja: 24 kwie 2012, 09:01
Płeć:

Tajemnica rzeźby

#5 Post autor: Alicja Jonasz » 08 sty 2026, 16:54

Luci, serdecznie dziękuję. Jak Ci pisałam w prywatnej wiadomości, moje ścieżki ciągle prowadzą do Wiśniowej :)
eko, ponoć tak jest:
Alicja Jonasz pisze:
06 sty 2026, 17:51
Ponoć od tamtego czasu każdy, kto wchodzi do Pałacu Kołłątajów skłócony bądź z ciężarem na sercu, opuszcza go pogodzony ze światem i pełen nadziei
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
eka
Posty: 18837
Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59

Tajemnica rzeźby

#6 Post autor: eka » 09 sty 2026, 15:52

Postaram się "ponoć" poddać weryfikacji :)

Lucile, dzięki za konkret, nie miałam pojęcia.

ODPOWIEDZ

Wróć do „ALICJA JONASZ”