• Nasze rekomendacje
  •  
    Największą wolnością jest wolność od sensu.
    Nie

    viewtopic.php?f=142&t=462






    UWAGA!
    JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
    [email protected]
    PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
     
  • Słup ogłoszeniowy

Z kroniki śledztw młodej kustoszki, czyli tajemnica jagiellońskiego czakramu

Opowieści pisane prozą - nie powieści
ODPOWIEDZ
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Lucile
Posty: 5004
Rejestracja: 23 wrz 2014, 00:12
Płeć:

Z kroniki śledztw młodej kustoszki, czyli tajemnica jagiellońskiego czakramu

#1 Post autor: Lucile » 01 kwie 2026, 17:00

Będąc nienachlanie młodą muzealniczką zbierającą, przechowującą i przenoszącą pamięć − codziennie na nowo rozsypywanych puzzli dziejów dawnych − weszłam na arkadowy dziedziniec Collegium Maius, jak zwykle wpadając w zachwyt nad tym architektonicznym cudem. Pozdrowiłam ich królewskie moście: Kazimierza Wielkiego, Jadwigę Andegaweńską i jej małżonka Władysława Jagiełłę – fundatorów i odnowicieli Krakowskiej Akademii oraz budowniczych Auli Jagiellońskiej, dziedzińca z krużgankami i Librarii, na czele z mistrzami Janem, Markiem i Stefanem*. I jak zwykle najpierw przeliczyłam wszystkie kolumny wokół czterokątnego dziedzińca, stopnie na kilku znajdujących się tam ciągów schodów, czujnie sprawdzając, czy nic się w ich ilości od wczoraj nie zmieniło. Posumowałam wynik: 30 kolumn (o ornamentach kanelowanych i krystalicznych), 25 stopni na schodach rektorskich, prowadzących na krużganki pierwszego piętra, 15 z pierwszego na drugie piętro, 13 i 19 na schodach znajdujących się na zachodnich i południowych pierzejach. 102. zgadza się, pomyślałam niekłamaną satysfakcją. Podniosłam głowę sprawdzając czy spiralnie skręcony komin (dzieło fantazji prof. Karola Estreichera młodszego) nadal dumnie celuje w błękit. Oczywiście, nie zapomniałam przesłać uśmiechu i dobrych myśli „mojej Wisience” przycupniętej w północno-zachodnim narożniku dziedzińca. Jeszcze tylko końcowy rytuał rozpoczęcia kolejnego muzealnego dnia – przejąć ciepło niebieskiego koralika zawieszonego na srebrnym łańcuszku, tego samego, który znalazłam dawno temu, kiedy po raz pierwszy weszłam na dziedziniec Collegium Maius. Od lat, w charakterze amuletu, wisi na mojej szyi. Stwierdziwszy, że wszystko jest tak, jak pozostawiłam wczorajszego wieczoru, skierowałam się w stronę wejścia do mojej pracowni. Z wolna wydobywając się z „rachunkowości”, niezbędnej dla zachowania równomiernie rozłożonej emocjonalno-psychicznie-motorycznej równowagi, zobaczyłam postawnego mężczyznę wprost przytulonego do ściany południowej pierzei dostojnej budowli. Do tego, że turyści o różnych porach dnia wchodzą na dziedziniec Muzeum UJ byłam przyzwyczajona, ale to, że od kilku dni podchodzili do tego jednego określonego miejsca na południowej fasadzie, czekając cierpliwie na swoją kolej i niemalże do niej przywierali, wydało mi się co najmniej dziwne. Ten mężczyzna swoim zachowaniem, pozą, uduchowionym, nieobecnym spojrzeniem wzbudził mój niepokój – może potrzebuje pomocy? Podeszłam i bezpardonowo wyrywając go z zadumy, spytałam:
− Przepraszam, wszystko w porządku?
Mężczyzna nie reagował, więc powtórzyłam głośniej − mogę jakoś pomóc?
Kiedy w końcu dotarło do niego, że stojąca przed nim kobieta domaga się odpowiedzi, z pobłażliwym obliczem, prawdopodobnie z powodu całkowitej ignorancji interlokutorki, wyjaśnił.
− To pani nie wie, że w podziemiach tej budowli odkryto czakram, emanujący o wiele większą mocą, niż ten bliźniaczy kamień znajdujący się na wawelskim wzgórzu?

Ot, i masz babo placek! Wydawałoby się… niewinny żart z okazji prima aprilis, a mianowicie mała wzmianka w lokalnej prasie zamieszczona pierwszego kwietnia, o tym, że w podziemiach Collegium Maius odkryto czakram − i jej sprostowanie następnego dnia, w tym samym dzienniku, że to tylko psikus (znudzonych?, dowcipnych?) muzealników, spowodowało nagły napływ wierzących w moc pobierania czakramowej energii.

Jednak nic nie dzieje się bez przyczyny. Jako nienachlanie młoda muzealniczka ze swoimi skrzętnie skrywanymi dziwactwami, (pomimo lub wbrew) całym jestestwem dążąca do odkrywania proweniencji i okoliczności wszystkiego i wszelakich, ustaliłam, dlaczegóż to wierzący w maiusowy czakram akurat w tym konkretnym miejscu przytulają się do muru. Po wnikliwym śledztwie okazało się, że w tej ścianie przebiegają złącza rur centralnego ogrzewania, a wyjątkowo chłodny kwiecień wymagał znacznego podwyższenia temperatury w grzejnikach.

No cóż, skończy się sezon grzewczy i … po czakramie!

A jednak − przez tyle lat zachłannie wpatrując się (a nawet ich wypatrując) w ślady niegdysiejszych, nadzwyczajnych okoliczności i niespodziewanych zdarzeń − wcale nie jestem pewna, czy aby w tym muzealnym anonsie nie było ziarnka prawdy.
---
* 1489 roku, kiedy w prezbiterium kościoła NMP odsłonięto najwspanialsze dzieło Wita Stwosza – Ołtarz Mariacki, w Krakowie nie było jeszcze Barbakanu, dziedzińca arkadowego na Wawelu, kaplicy Zygmuntowskiej i Collegium Maius w swoim obecnym kształcie. Uniwersyteckie budynki były zlepkiem stojących obok siebie kamienic. W lipcu 1492 r. pożar mocno je nadwyrężył. Na szczęście nie wszystko spłonęło, bo już niecały rok później rektor Jan ze Staniszewic na zwołanej naradzie w Izbie Wspólnej mówił: "…by zaiste dom Collegium Maius ogniem nagle zniszczony i strawiony w kształcie pięknym nie tylko dla dostojności i wspólnego pożytku został dźwignięty, ale równie odbudowany w szczegółach uszkodzonych…”. 18 sierpnia 1493 r. uniwersytet podpisuje umowę z mistrzem Janem budowniczym i kamieniarzem. Miał zbudować schody i ganki wokół dziedzińca aż do sali z wykuszem – in forma pulchra pro honestate ac utilitate. To jego dobrej znajomości architektury, a także późniejszym mistrzom Markowi i Stefanowi, najstarszy uniwersytecki gmach zawdzięcza swój wygląd z okazałymi schodami rektorskimi, arkadami, krużgankami, kanelowanymi kolumnami i kryształowymi sklepieniami. Do większego rozmachu przy odnawianiu i rozbudowie przyczyniło się odnalezienie skarbu w jednym z remontowanych budynków. A był to skarb nie byle jaki! Wg kronikarza Marcina Bielskiego zawierał ponad 10 tys. dukatów w złocie i kosztownościach. W XVII wieku Marcin Radymiński opierając się na wcześniejszych kronikach, tak pisał o odnalezieniu w 1494 roku tego skarbu: Kiedy brak było funduszów na odbudowę zniszczonych pożarem budynków Kolegium Większego, 27 czerwca Bóg odsłonił skarby ukryte od dawna w starych murach. W czasie przebudowy, gdy budowano lektorium Sokratesa, w zachodniej części fundamentów odsłonięto kamień, pod którym ukazał się otwór zawierając następujące skarby: 95 małych i dużych pierścieni złotych, złoty łańcuch z trzynastoma szafirami i rozetami tej samej wielkości i tej samej ilości otoczony perłami, w środku każdej rozety był wielki rubin, naszyjników 15, wśród nich jeden wielki złoty, z jedenastoma kamieniami, sześcioma większymi i pięcioma mniejszymi; dwa łańcuchy, jeden większy z pierścieniami, drugi mniejszy, sztaba złota wielkości i kształtu palca; 2480 złotych monet. Zjaśniałby Parnas z muzami!
Non quivis, qui vestem gestat tigridis, audax


[email protected]

ODPOWIEDZ

Wróć do „OPOWIADANIA”